Facebook

Dlaczego nie warto jechać do Meksyku?

W tekście tym chciałem Ci pokazać dlaczego nie warto jechać do Meksyku i lepiej czas wolny spędzić w domu przed komputerem czy telewizorem. Do tego tekstu natchnęła mnie podróż do tego pięknego kraju, a raczej powrót do domu, kiedy to podczas nieprzespanych nocy spowodowanych jetlagiem, wspominałem to, co tam zobaczyłem, kogo poznałem, ale także to, o czym słyszałem przed wylotem tam. Zapraszam do lektury.


1. Jest niebezpiecznie!

Pierwsze, co słyszysz, gdy mówisz, że lecisz do Meksyku to, że jest tam niebezpiecznie. Że mafia, że porywają ludzi, okradają, przystawiając broń do głowy, wywożą gdzieś w dżunglę i zostawiają na pastwę losu, gwałcą czy sprzedają do burdelu. Ok, zdarza się, ale przy zachowaniu odpowiedniej uwagi oraz ostrożności można tego uniknąć. Osobiście uważam, że w Europie jest obecnie bardziej niebezpiecznie niż tam. Tutaj mogą Cię zastrzelić w centrum miasta podczas koncertu czy kolacji w restauracji. Tam stanie Ci się coś jedynie, gdy nie będziesz na siebie odpowiednio uważał lub szwędał w nocy po jakichś dziwnych okolicach. W Polsce dostaniesz w łeb od "karka" jedynie za to, jak wyglądasz, a tam jeśli za bardzo będziesz się afiszował ze swoim drogim aparatem fotograficznym, który można sprzedać za niezłą kasę.

Mexico City, chłopaki pewnie wiozą skradzione turystom rzeczy ;)
Nie piszę, że w Meksyku jest bezpiecznie. Owszem, słyszałem dużo dziwnych historii o tym, co spotkało innych w tym kraju. Kradzież autokaru (bez turystów) w samym centrum stolicy. Porwanie nieostrożnego znajomego mojej koleżanki, który po wyjściu z imprezy w Puebli wsiadł do złej taksówki, przez co skończył z założonym workiem na głowie, wywieziony i okradziony gdzieś za miastem. O gangach narkotykowych rządzących na północy kraju w niektórych miastach też jest głośno. Ale właśnie o to chodzi, by być uważnym i zachować wszelkie środki ostrożności oraz nie kusić losu. Podczas naszej 3-tygodniowej podróży po tym pięknym kraju ani razu nie zapalała mi się czerwona lampka, mówiąca o tym, że robimy coś nie tak lub grozi nam niebezpieczeństwo. A zapalała się chociażby ona w Gruzji czy Armenii (później się okazywało, że kompletnie niepotrzebnie). Nie spotkaliśmy na drodze złego człowieka. Może po prostu mieliśmy szczęście, a może to przez to, że najzwyczajniej w świecie nie kusiliśmy losu. Inny nazwałby podróżowanie autostopem właśnie "kuszeniem losu", ale ja tego tak nie odbieram. 

(Nie)Bezpieczeństwo w Meksyku to jednak temat rzeka. Nie chcę się teraz do tego tematu ograniczać. Jeśli ktoś chce jednak troszeczkę poczytać, to polecam posta dziewczyny mieszkającej w owym kraju, która również prowadzi bloga i poruszała ten temat w jednym ze swoich postów

2. Ludzie są nieprzyjaźni!

Meksykanie są świetni! Pomocni, uczynni i przede wszystkim weseli. Co prawda często ich twarze mogą wskazywać zupełnie coś innego, ale jak się do nich zagada, zwłaszcza po hiszpańsku, to momentalnie pojawia się na ich facjatach uśmiech. Oferują pomoc, starają się udzielić informacji, jak tylko potrafią. Nawet jeśli za bardzo tych informacji nie posiadają albo są one błędne. Chcieliśmy się na przykład wydostać z samego rana z Palenque, do jakiegoś fajnego miejsca, skąd moglibyśmy kontynuować podróż dalej autostopem lub jakoś fajnie dojechać do Tulum. Chodziliśmy wieczorem po mieście, w miejscu, skąd odjeżdżają colectivos (małe busiki, przewożące ludzi za pieniądze), by uzyskać takie informacje dzień przed wyjazdem. Jeden busiarz powiedział nam, że o 4 rano odjeżdża pierwszy colectivo i można w ten sposób dojechać do samego Tulum. Drugi poinformował nas, że o 8 rano i dojeżdża się do skrzyżowania z główną drogą na Jukatan. Tamtędy przejeżdżają inne busy jadące w upragnionym przez nas kierunku. Trzeci twierdził, że trzeba dojechać do miejscowości zwanej Emiliano Zapata, a stamtąd do Escarcega i dopiero cisnąć na wybrzeże karaibskie. 

Rodzinka podwożąca nas kilkadziesiąt kilometrów w stronę Oaxaca.
Postój na obiad, który nam zafundowali.
Od prawej Miguel, Paloma i ich syn Miguel Angel.

Jak w końcu było? Wstaliśmy w środku nocy i pojawiliśmy się w miejscu odjazdu busów przed wschodem słońca. Złapaliśmy coś jadącego na to skrzyżowanie, ale jak wysiedliśmy, to się okazało, że musimy łapać stopa, bo nic, do czego moglibyśmy wsiąść i pojechać za pieniądze, tamtędy nie jeździ. Było przed 7 i taka mgła, że nie zapowiadało się na szybki autostop. A tymczasem po około 45 minutach machania ręką na przejeżdżające samochody (z których 3/4 to były taksówki, ale one nas nie interesowały), udało się złapać rodzinkę jadącą prawie 500 km w tym samym kierunku, co my. Właściwie, to oni nas złapali, bo podjechali na stację benzynową, poobserwowali nas i najwyraźniej po stwierdzeniu, że wyglądamy na godnych zaufania, zawołali nas do samochodu. Jeszcze tego samego dnia byliśmy w Tulum, oddalonym o prawie 700 km od miejsca startu. 

Z Juan Carlosem w Monte Alban

Meksykanie dbają o to, byś czuł się w ich kraju jak najlepiej. Są gościnni. Przykład Juana Carlosa, który podwożąc nas na stopa, zabrał do rodzinnej miejscowości, zaprosił na kolację do swojego domu, pokazał tani hostel, następny cały dzień spędził wspólnie z nami pokazując okolice Oaxaca i opowiadając o życiu tutaj. Dbają również o to, by nic złego Ci się nie stało. Tak jak młoda dziewczyna w Ciudad de Mexico, która widząc, że chodzimy po zatłoczonym targowisku, cykając wszędzie zdjęcia, podeszła i powiedziała, by bardziej mieć na oku swoje rzeczy, takie jak plecak czy aparat, bo nawet się nie spostrzeżemy, a nam go zwiną. 

3. Meksyk, to tylko pustynia i kaktusy!

Kaktus na trasie do Oaxaca. Jeden z wielu.

Jak to mówi Radek Kotarski "Nic bardziej mylnego". Przyroda i krajobrazy w Meksyku są niezwykle różnorodne. Pustynie występują na Półwyspie Kalifornijskim. Kaktusy i to całkiem spore, można spotkać chociażby na trasie z Ciudad de Mexico do Oaxaca. Ale poza tym można znaleźć tu również przepiękne lasy iglaste. Właśnie w większości lasami sosnowymi pokryte są góry w rejonie miejscowości Ixtlan, na północ od Oaxaca. Ponadto jest tam tropikalna dżungla w stanie Chiapas, która skrywa pozostałości cywilizacji Majów. 80% kraju stanowią pasma górskie, w tym najwyższe Sierra Madre. Na południu są one porośnięte puszczą, przez którą przejeżdża się, gdy chcemy dostać się na wybrzeże Oceanu Spokojnego. Skąpane we mgle, tworzą klimat jak z innej planety. Gdzieś tam od czasu do czasu pojawia się mała osada na zboczu góry, gdzie czas się zatrzymał. Każde wybrzeże Meksyku jest też inne i plaże również wyglądają inaczej w różnych częściach tego kraju. Bogactwo flory i fauny jest w tam oszałamiające. Przyrodę ciężko jest opisać i znacznie lepiej jej piękno oddają zdjęcia oraz filmy zrobione przez nas. Ale najlepiej mimo wszystko zobaczyć ją na własne oczy.


Widok na wulkan Popo i roślinność wysokogórska

Górzyste tereny w drodze do Ixtlan

Lasy Ixtlan

Wzgórza porośnięte dżunglą w drodze na wybrzeże pacyficzne

Dżungla w Palenque

Sierra Madre

Wschód słońca nad Pacyfikiem, Zipolite 
Klify Mazunte

Plaża w Zipolite

Kaskady w Palenque

Roślinność przy granicy z Gwatemalą

Ruiny Yaxhilan w środku dżungli
Wybrzeże Karaibskie, Tulum

Kolory wody w Morzu Karaibskim, Tulum

Wysprzątana plaża w Tulum

Tulum 
Zwierzyna w Meksyku również jest różnorodna. Są Iguany...

Dziwne ssaki

A nawet krokodyle w rzekach

4. Jest drogo!

Tylko na Jukatanie, gdzie wszystko jest nastawione na turystów, zwłaszcza tych zza północnej granicy. Normalnie po Meksyku można podróżować tanio. Nie trzeba wydawać grubego szmalu na jedzenie. Można, ale nie trzeba. Często wystarczy odejść od głównych ulic w miastach, gdzie są najdroższe i najbardziej komercyjne restauracje, do jakichś bocznych uliczek, gdzie są małe rodzinne knajpki, z których korzystają lokalsi. Oczywiście może się trafić tak, że podniosą cenę dla obcokrajowca, ale warto też wybierać takie lokale, gdzie w menu masz napisaną dokładną kwotę, jaką zapłacisz za to, co zjesz. Poruszanie po Meksyku też wcale nie musi być drogie. Oczywiście jeśli będziesz korzystać z autokarów pierwszej klasy, by przejechać duże odległości lub taksówek na krótkie przejazdy, to przygotuj się na wydawanie fortuny. Ale te same trasy można zrobić znacznie tańszymi formami transportu, jak chociażby wspominane wcześniej colectivos czy autobusy drugiej klasy. Osobiście polecam też autostop, ale to nie jest dla każdego. Jeśli zaś chodzi o noclegi, to w wielu częściach Meksyku można mieć prywatny pokój dwuosobowy w cenie jednego łóżka w pokoju wieloosobowym na Jukatanie. Albo nawet i taniej. A cena ta i tak nie przekroczy 50 zł. Na wielu plażach możesz po prostu rozbić namiot albo rozwiesić między drzewami hamak.


Najtańszy sposób na żywienie w Meksyku ;)

5. Jedzenie jest ostre i niedobre!

Jedzenie w Meksyku jest pyszne! Opiera się głównie na tym, co daje nam natura, czyli przepysznych warzywach, roślinach strączkowych i owocach. Jest też sporo mięsa. Uznaje się, że każda potrawa meksykańska powinna zawierać przynajmniej jeden z trzech składników: kukurydza, fasola, papryka. Owszem spotyka się ich dużo, ale różnorodność potraw jest naprawdę spora. Uwielbiają co prawda tacosy i potrawy, które dla mnie są różnymi formami tortilli. Można je dostać praktycznie na każdym rogu. Początkowo się nimi zachwycałem, ale po dwóch tygodniach sam się nimi znudziłem. Nie mniej jednak można zawsze odnaleźć coś nowego, wystarczy odwiedzić inną knajpkę, by zobaczyć, że jakieś danie o tej samej nazwie, jak w każdej innej, tutaj kompletnie inaczej wygląda i smakuje. Jak np. burrito, które otrzymałem w naszej ulubionej rodzinnej restauracyjce w Tulum. Potrawy wcale nie muszą być ostre. Można wybrać różne wersje, albo po prostu korzystać z różnych sosów, które są serwowane. Nie można tez zapominać o ogromnej liczbie owoców, jakie można dostać na straganach, a które kompletnie inaczej smakują, jak te, które są sprowadzane do naszego kraju przez ocean. A połączenie jakiegoś owocu (jak chociażby melon lub ulubiony Magdy kokos) z papryczką chilli i skropione limonką smakuje bosko!

Gringosy i tacosy. Chyba. No jakieś tortille w każdym razie :D 
Moja radość z burrito - to największe na talerzu. 

Dużo krewetek, ale napój z ogórków, szpinaku, pietruszki i chyba kiwi zniszczył system. GENIALNY!
BTW, to nasza wigilijna wieczerza :)

To jest chyba najlepsze co jadłem w Meksyku. Pstrąg po meksykańsku w Ixtlan. Polecam! 

6. Miasta są brzydkie, a drogi fatalne!

Każde miasto w Meksyku ma unikatową atmosferę. Wiele z nich jest z czasów kolonialnych i do tej pory można poczuć klimat lat, kiedy Hiszpanie osiedlali się na tych terenach. Nie są one jednak brzydkie. Są kolorowe, ciekawe i niesamowite. Wiadomo, te największe, jak stolica, w centrum mogą być trochę odstraszające, zwłaszcza dla kogoś, kto nie lubi tłumów ludzi na ulicach. Ale i tam można odnaleźć spokojniejsze miejsca. Trzeba najzwyczajniej w świecie pozwiedzać, poznać i poczuć ich rytm. Każda z miejscowości przez nas odwiedzonych miała swoją duszę. A najfajniejsze w nich było to, że żyły. O każdej porze dnia i nocy, przez siedem dni w tygodniu. Zawsze można było spotkać na ulicach ludzi, zawsze grała muzyka. Przy najmniejszym miasteczku meksykańskim, tętniący w soboty życiem Wrocław, wydaje mi się cichy oraz spokojny, a przede wszystkim nudny. 

Plaza Garibaldi, Ciudad de Mexico

Oaxaca w nocy

San Cristobal 
San Cristobal

Mural w Tulum

Jeśli zaś chodzi o drogi, to w większości powinniśmy Meksykanom ich zazdrościć. Piękne, szerokie i bardzo często długie proste na kilkanaście kilometrów. Co prawda w górach jest znacznie więcej zakrętów oraz drogi są węższe, ale to normalne. Zresztą i tak asfalt jest znacznie lepszej jakości, niż u nas. Jedynie denerwujące mogą być progi spowalniające. O ile w miastach można je jeszcze zrozumieć lub wioskach na jakichś szybkich trasach. O tyle ich liczba jest porażająca i niezwykle denerwująca. Często odcinek 200 km jedziesz kilka godzin, bo progi spowalniające w wioskach są co 100 metrów, a tych wiosek na trasie masz kilkadziesiąt. To jest utrapienie, bo jak jedziesz busem, to nawet nie pośpisz, gdyż Twoja głowa skacze na każdym wybrzuszeniu. Serio, nigdy nie widziałem tyle progów spowalniających, co własnie tam. Ciekawi mnie tylko, jak sobie radzą z tym kierowcy karetek pogotowia. Muszą mieć strasznie poniszczone podwozia, bo nie wyobrażam sobie, że hamują przed każdą taką górką na drodze. 


Droga w stanie Oaxaca
Po środku niczego w stanie Oaxaca
No i jest jeden z wielu progów spowalniających w Ixtlan. Ten jest akurat niski.
Jeśli zaś chodzi o kierowców w Meksyku, to nie zauważyłem, by jeździli jak wariaci. Wręcz przeciwnie, jeżdżą bardzo przepisowo. Oczywiście często powodem są te zakichane progi spowalniające, ale nawet na autostradach jeżdżą poprawnie. Znacznie gorzej jeździ się na Krecie, a o Gruzji już nie wspomnę. Więc śmiało można wypożyczać samochody, zwłaszcza, że ceny paliwa w Meksyku są dwa razy niższe niż w naszym kraju.

7. Nie lećcie, bo się zarazicie jakimś paskudztwem!

Ulubiony temat Madzi. Coś, dzięki czemu powracamy z podróży zdrowi i pełni energii. Kompletowanie bagażu zaczynamy od kompletowania apteczki. W Meksyku niezwykle popularna wśród przybyszów jest denga, czyli infekcyjna choroba tropikalna przenoszona głównie przez komary. Podobno w tym roku na Jukatanie pora deszczowa trwała bardzo długo, co zaowocowało plagą komarów i nawet moja koleżanka, przebywająca obecnie w tym stanie, przestrzegała mnie przed wyjazdem, by zabrać jakieś dobre środki na komary. To jest standard, że zabieramy tego typu rzeczy w podróż. Ponadto warto też uaktualnić niektóre szczepienia. Ale, żeby rezygnować z wyjazdu z powodu takiej choroby. A raczej możliwością zarażenia się taką chorobą? Oczywiście, że nie! Lepiej się na nią odpowiednio przygotować. 
Zmiana flory bakteryjnej żołądka często owocuje przy takich wyjazdach różnymi zatruciami, które podczas podróży mogą być bardzo kłopotliwe. W Meksyku jest takie zatrucie nazywane zemstą Montezumy, ale my znamy już bardzo dobre lekarstwo na tego typu przypadłość. A raczej środek, który chroni przed nią i nie trzeba potem wzbogacać urlopu o dodatkowe kilometry do toalety. Zawsze bierzemy w podróż butelkę... polskiej wódki. Alkohol zabija wrogie bakterie, dlatego kieliszeczek (lub więcej) dla zdrowotności przed snem jest wskazany. Warto też pić alkohol pochodzący z miejsca, w którym się przebywa, ale bez lodu, gdyż często bakterie różnych chorób są w wodzie, a lód, to przecież własnie zamarznięta woda. W Meksyku flaszeczkę wypiliśmy w hostelu w Oaxace, gdzie leczyliśmy się wspólnie z nowo poznanymi przyjaciółmi z Austrii i Hiszpanii. Nie brali z nas przykładu podczas swojej podróży i tak na przykład, gdy ich spotkaliśmy ponownie pod koniec wyjazdu (a spotykaliśmy ich jeszcze kilka razy w różnych częściach Meksyku, ale o tym jeszcze opowiem), to poinformowali nas, że dzień wcześniej Chris się zatruł. Od razu rzuciłem tekstem, że to dlatego, iż nie pił dla zdrowotności małego "ciut ciut". Może ten sposób wydać Ci się śmieszny, ale my jakoś wierzymy, że działa. Nawet leczyłem w ten sposób przyjaciela z Krety, który odwiedził nas w Polsce i który zachorował na podobną przypadłość. Podobno pomogło :D W Gruzji, kiedy to w momencie, jak przestaliśmy pić alkohol (m.in. gruzińską czaczę), to koniec pobytu w tym pięknym kraju musieliśmy "umilić" częstym lataniem za potrzebą. Towarzyszył nam do tego ból żołądka. W Meksyku staraliśmy się do tego nie doprowadzić, dlatego tequila lub mezcal była nieodzownym napojem, który popijaliśmy. I nawet myte pod wodą limonki nie spowodowały u nas zatrucia. 

Zestaw zdrowotny na każde zło - Mezcal i limonki <3

PODSUMOWANIE

Reasumując, co chciałem Ci przekazać w tym tekście. Przede wszystkim to, byś nie bał się podróżować ze względu na nieudogodnienia i na to co mówią inni. Przekonaj się sam o tym, jak świat wygląda, funkcjonuje i nie słuchaj tego, co sądzą o nim inni, którzy nie wyściubili nosa poza swoje miejsce zamieszkania, a znają inne kraje tylko z telewizji i prasy. Czytaj relacje ludzi, którzy odwiedzili dane miejsce, ale też bierz na nie margines zaufania. Nie zawsze możesz mieć takie same odczucie. Często relacje z różnych miejsc są dość subiektywne i możesz mieć kompletnie inne wrażenie widząc tę samą rzecz. Dlatego warto poznawać świat samemu, nie że samemu podróżować, ale na własne oczy zobaczyć, jak to jest. Ja też nie mówię, że jest tylko tak i tak, bo gdy po tym tekście zdecydujesz się ruszyć sprzed komputera i pojechać do Meksyku, to może się okazać, że jednak tak kolorowo nie jest. Ale nie warto czegoś nie robić tylko dlatego, że ktoś Cię przed tym nastraszył. Świat jest piękny. Ludzie są cudowni. Wystarczy tylko otworzyć się na to, co jest troszeczkę dalej. A gdy już to zrobisz, zapragniesz tylko więcej. 

Pozująca Iguana w Tulum.

Powyższy tekst nie dotyczy tylko Meksyku. Kraj ten jest tylko przykładem, pokazującym, że często myślimy stereotypowo, a przez to wiele tracimy. Takie myślenie nie tylko jest złe podczas tworzenia planów podróżniczych, ale także podczas codziennego życia. A raczej przede wszystkim podczas życia codziennego.
Dlaczego nie warto jechać do Meksyku? Dlaczego nie warto jechać do Meksyku? Reviewed by Michał Cizio on 00:30 Rating: 5

1 komentarz:

Dzięki bardzo za poświęcenie czasu i energii na dotarcie aż tutaj :) Jeśli chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami na temat tego posta lub całego bloga, nie wahaj się :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.