Facebook

Hotelowe opowieści

Astronomiczna wiosna została już przywitana, a wraz z jej nadejściem nastąpiło kilka poważnych zmian w moim życiu. Najważniejszą jest zmiana pracy. Po dwóch latach spędzonych we wrocławskich hotelach, czas się z nimi pożegnać. Z końcem marca odchodzę z jednego z lepszych wrocławskich hoteli, porzucam zajęcie recepcjonisty. Nie mówię, że na stałe, ale na pewno na długo.



Cały luty spędziłem w pracy, a w marcu dni wolnych też za dużo nie było, a jak już były, to śmigałem do Warszawy i Poznania na rozmowy oraz szkolenia u nowych, przyszłych pracodawców. Nie miałem czasu za bardzo dla siebie, dla znajomych czy też po to by pojechać na dłużej do domu. O podróżach nie wspomnę.

Praca w hotelu nauczyła mnie bardzo wiele. Przede wszystkim tego, że nie można za bardzo ufać ludziom. Nie wspomnę o tym, że potrafią wciskać kit tylko i wyłącznie po to, by przespać się za darmo w hotelu lub po jak najniższych kosztach. Chodzi mi bardziej o to, że ludzie okłamują, oszukują i przede wszystkim zdradzają swoich najbliższych. Nie miałem poczucia tego, jak wiele osób, małżeństw, par się zdradza dopóki nie zacząłem pracować w ekonomicznym hotelu. Nagminnie, kilka razy dziennie hotele takie są odwiedzane przez pary, które wynajmują pokój w środku dnia i opuszczają po dwóch godzinach, godzinie (rekordziści po 20 minutach). Oczywiście hotele zarabiają na takich ludziach, bo oni płacą za całą dobę, a po zakończonym pobycie można taki pokój bardzo szybko posprzątać. Nie czepiam się młodych ludzi, którzy chcą być ze swoją ukochaną drugą połową, a nie mogą, bo np. rodzice są w domu i zabraniają się im spotykać. Takich par tez sporo widziałem i hotel jest dla nich odpowiednim miejscem. Ale jak widziałem pary, przyjeżdżające samochodami na wrocławskich rejestracjach, a widać było po zachowaniu, rozmowie, że przyjeżdżają w wiadomym celu, to nie mogłem. Pal licho, jeśli to były samotne osoby, ale jak u obu widziałem różne obrączki, to już mnie krew zalewała. Zdarzało się to nawet w takie święta, jak Boże Narodzenie...


Przyjaciółka opowiedziała mi kiedyś historię, która wydarzyła się, jak ona pracowała w jednym z hoteli. Otóż przyjechała rodzinka z dwójką kilkuletnich dzieci i wynajęli rodzinny pokój na weekend. W pewnym momencie żona poprosiła swojego męża, by pojechał po zakupy do sklepu. Co zrobił mąż? Zamówił taksówkę. Gdy ta się pojawiła, to dał taksówkarzowi listę zakupów i pieniądze, a sam w międzyczasie wynajął pokój na innym piętrze. Zamówił sobie również prostytutkę i zabawiał się z nią przez godzinę, po czym oddał kluczyki do pokoju na recepcję. Odebrał od taksówkarza zakupy i wrócił zadowolony do swojej rodzinki. No ręce opadają.

O imprezach integracyjnych czy szkoleniach nie wspomnę. Wtedy, to ludzie wyjeżdżający na drugi koniec polski, którzy są z dala od najbliższych, zaczynają zachowywać się gorzej od małych dzieci. Można się bawić, oczywiście. Sam bardzo lubię imprezy i integrację z innymi ludźmi, ale urządzanie pijackich orgii w pokojach i latanie z gołymi tyłkami po hotelowych korytarzach, to już jest lekka przesada moim zdaniem. Najlepsze, że im bardziej wydawało mi się, że przyjeżdżali do hotelu ludzie wykształceni i na poziomie, to tym bardziej moje zdanie na ich temat potrafiło się zmienić. Zachowywali się gorzej niż pies, który urwał się z łańcucha.

Ale praca w hotelu przynosi tak naprawdę dużo zabawnych historii i to właśnie o nich najbardziej chciałem opowiedzieć w tym poście. Na facebooku jest nawet strona do polubienia: "Recepcjonista płakał jak meldował" (link), gdzie można poczytać o zabawnych sytuacjach, jakie przytrafiły się pracownikom innych hoteli. 

Mi też sporo tego typu historii się przytrafiło. Ostatnio chociażby wszedł starszy jegomość do hotelu i z uśmiechem na ustach wypowiedział zdanie: "Ja nie mówić po włosku". Ochroniarz hotelu, stojący akurat przy recepcji, wypalił do niego: "Ja też nie mówić po włosku". Po czym starszy pan zaczął do nas... nawijać po włosku i tylko jakimś cudem odgadłem, że po prostu chciałby wizytówkę naszego hotelu.

Ale takich wpadek językowych jest bardzo dużo. Kiedyś przyjechali do nas dwaj Słowacy. Podczas meldowania starali się mówić po polsku, a ja w tym samym języku im odpowiadałem. Zadawali sporo pytań, m.in o śniadanie, gdzie i jak dojechać, itd. Jak już dostali klucze do pokoju i zaczęli kierować się w jego stronę, to nagle jeden przystanął i zadał mi takie pytanie: "A do której godziny musimy się jutro wypróżnić z pokoju?". Z trudem powstrzymałem śmiech. Odpowiedziałem, że doba hotelowa kończy się w naszym hotelu o 12 w południe.




W hotelu zdarzają się też nieprzewidywalne rozmowy telefoniczne. Kiedyś dzwoni telefon i wywiązała się między mną i rozmówczynią taka wymiana zdań:
Ja: - Dzień dobry, hotel ten i ten, Michał przy telefonie, w czym mogę pomóc?

Pani w słuchawce: - Oj panie Michale, nawet nie wie pan, jak mi może pan pomóc.
- No to słucham uważnie.
- Otóż byłam w ostatni weekend gościem w państwa hotelu. Nocowałam w pokoju 16 i zostawiłam w nim Stefana.
Wydawało mi się, że się przesłyszałem, więc zapytałem:
- Przepraszam, co pani zostawiła?
- Stefana.
Dalej nie wierzyłem w to co słyszę. Pierwsze skojarzenie, to że zostawiła w naszym hotelu dziecko albo jakieś zwierzę.
- Jakiego Stefana? - zapytałem ponownie.
- A bo Stefan to... moja poduszka. I chciałam się dowiedzieć jak ją można odzyskać.
I faktycznie w tym pokoju został znaleziony przez pokojówki żółty jasiek. Więc po sprawdzeniu tego poinformowałem ją, że może przysłać sobie po niego kuriera lub odebrać poduszkę w hotelu osobiście. Wybrała pierwszą opcję. Gdy kurier przyjechał, to koleżanka postanowiła się z nim nieco zabawić (bez skojarzeń proszę!) i poinformowała go, że pewnie przyjechał po Stefana. "Stefan już na pana czeka. Niestety muszę po niego pójść do szafy, gdzie jest szczelnie zafoliowany i gotowy do wyjazdu". Mina kuriera ponoć była nie do zapomnienia. Także w momencie, gdy poczuł ulgę widząc, że Stefanem jest poduszka.
Po jakimś czasie otrzymaliśmy maila z podziękowaniami i informacją, że Stefan dotarł bezpiecznie do domu. Koleżanka odpisała, że się bardzo z tego cieszymy i "zapraszamy Państwa ponownie".



Bardzo często przyjeżdżają ludzie, którzy są mega zakręceni. Lubię pozytywnie zakręconych ludzi, bo z takimi nie można się nudzić. Raz przyjechała babka, która twierdziła, że była umówiona w naszym hotelu z panią Emilią Coś-tam w naszej sali konferencyjnej. Problem był tylko taki, że w tym hotelu nie było żadnej sali konferencyjnej, co tez próbowałem jej wytłumaczyć. Ona wciąż nie słuchała i twierdziła, że na pewno w naszym hotelu, bo tak ją poinformowano. Gdy w końcu jednak zobaczyła, że faktycznie nie ma tu ani jednej salki konferencyjnej, postanowiła zadzwonić do pani Emilii. Rzeczywiście miała rację, mówiąc, że była umówiona w hotelu o takiej samej nazwie. Problem tylko w tym, że nie we Wrocławiu, ale w Wałbrzychu. 

To jednak nie była jedyna pomyłka, jeśli chodzi o miasta. Przyjechało do nas raz dwóch Niemców tureckiego pochodzenia. Zapytali czy są wolne pokoje i po ile. Były, więc im zaproponowałem TWINa (pokój z dwoma osobnymi łóżkami). Ale odmówili i powiedzieli, że chcą dwa pokoje z dużym łóżkiem małżeńskim. To już się domyśliłem, że pewnie będą chcieli zamówić sobie dziewczyny do towarzystwa. Dostali pokoje i poszli do nich. Po kilkunastu minutach, schodzi do lobby jeden z nich, rozmawiając przez telefon. Co chwilę zerka na zewnątrz, wypatruje kogoś i zerka z uśmiechem na mnie. Po chwili podchodzi i daje mi telefon, prosząc bym wpisał w SMSie adres hotelu. Tak też zrobiłem i wysłał SMSa. Wyszedł na zewnątrz, ale po chwili wrócił, znowu rozmawiając przez telefon. Nagle podszedł do mnie, daje mi znowu komórkę, prosząc tym razem, bym porozmawiał przez nią, bo ma problem z dogadaniem się. No to wziąłem urządzenie i po przedstawieniu się, słyszę takie pytanie:
- Panie, gdzie jest ten wasz hotel? - kobiecy głos.

- Stoi na takiej i takiej ulicy, w drodze z centrum do takiej dzielnicy.
Słyszę jednak, że babka nie bardzo wie gdzie to jest, to tez staram się jej to jak najdokładniej wytłumaczyć. Słyszę jednak taki tekst:
- No bo ja stoję pod waszym hotelem przy takiej ulicy. Daleko to jest od was?
I wtedy mnie olśniło, bo owszem mieliśmy hotel naszej sieci przy takiej ulicy, ale w Krakowie, a nie we Wrocławiu. To samo jej powiedziałem, a ta z tekstem do mnie:
- To proszę temu panu powiedzieć, żeby zadzwonił sobie po dziewczyny z Wrocławia, bo ja nie będę taki kawał zapier****a do nich - i się rozłączyła.
Rozbawiła mnie tym, ale wytłumaczyłem mu co i jak. Gość mnie zapytał, jak daleko w takim razie jest Kraków od Wrocławia. Odpowiedziałem, że około 300 km. On się zaśmiał i poszedł do pokoju.
Po piętnastu minutach schodzą obaj do recepcji ze swoimi bagażami i zostawiają klucze od pokoju. Pytam się ich, co się stało? A oni na to, że jadą do Krakowa i wyszli. Rozwalili mnie na łopatki tym. To musiała być naprawdę piękna dziewczyna, skoro za nią pojechali :D




Tak więc praca w hotelu może przynieść dużo uciechy i pozwoli Ci poznać wielu nowych ludzi. Często bardzo śmiesznych, którzy potrafią przesiedzieć z Tobą przy recepcji pół nocy, gadając o pierdołach, bo mają bezsenność i nie chce im się samym siedzieć w pokoju. Często tak roztargnionych, że nie potrafią wejść do pokoju lub włączyć telewizora, bo np. zamiast "Power" naciskają na naklejkę, pokazującą, gdzie ten przycisk się znajduje. Często chorych psychicznie, którzy boją się klimatyzacji, ciemności w pokoju czy gniazdek w nim się znajdujących i którzy ostatecznie decydują się na opuszczenie hotelu z prośbą o zamówienie taksówki, bo jednak lepiej czuli się w szpitalu... Lub też taką osobę, która w środku nocy potrafi wyjść z pokoju, postawić klocka na środku korytarza i jakby nigdy nic, wrócić z powrotem do pokoju... Można też spotkać parę kryminalistów, którzy pod osłoną nocy drukują fałszywe pieniądze. Albo spędzić nockę w towarzystwie grupy z Ukrainy, która pół nocy śpiewa ludowe pieśni na sali śniadań. 

W rzeczywistości w tej pracy nigdy nie wiesz czego się spodziewać. Jak już myślisz, że widziałeś wszystko, to za chwilę się okazuje, że jednak nie. Jak nie zaskoczy Cię człowiek, to zrobi to komputer albo czujka przeciwpożarowa. Czujki, to w ogóle mają swój świat. Potrafią się włączyć w momencie, gdy człowiek bierze zbyt gorący prysznic i para wodna na nich osiada. A jak przyjdzie co do czego, to zawodzą i np. gość Cię rano informuje, że spalił przez przypadek w nocy kołdrę. Ale też potrafią się dobrze spisać, gdy np. gość hotelowy położy na świeczkach zapachowych swoje majtki, rozbierając się do masażu w hotelowym salonie SPA. 



Ogólnie właśnie ze względu na nieprzewidywalność lubiłem pracę recepcjonisty hotelowego. Ale co za dużo, to nie zdrowo i dlatego trzeba zmienić nieco klimat. Od połowy kwietnia będę rezydował na Korfu, pracując dla jednego z polskich touroperatorów. Z jednej strony bardzo cieszy mnie ten fakt, gdyż od dawna tego chciałem i do tego dążyłem. Z drugiej strony będzie ciężko się rozstać z najbliższymi na prawie pół roku. I mimo, że moja rodzina i najbliżsi przyjaciele, którzy znają mnie kilkanaście lat i dłużej, już się przyzwyczaili do tego, że znikam z ich życia na ładnych kilka miesięcy. Tak przez ostatnie dwa lata spędzone we Wrocławiu poznałem masę nowych ludzi i z niektórymi będzie mi naprawdę ciężko się rozstać na tak długi czas. Chyba jest to oznaka tego, że powoli zaczynam się przywiązywać do ludzi (co jakoś wcześniej u siebie tego nie dostrzegałem) i najwidoczniej zaczynam dorastać :D

Zanim jednak udam się na najbardziej zieloną, grecką wyspę, to spędzę wraz z Magdą tydzień na Malcie, zapoczątkowując tym samym nasz "Rok M". Tego jeszcze nie było, ale w lany poniedziałek będę się kąpał w morzu. I to całkiem ciepłym morzu :)

P.S. Większość tych MEMów rozśmieszy pewnie tylko ludzi pracujących w hotelarstwie, ale co tam ;)
Hotelowe opowieści Hotelowe opowieści Reviewed by Michał Cizio on 02:22 Rating: 5

Brak komentarzy:

Dzięki bardzo za poświęcenie czasu i energii na dotarcie aż tutaj :) Jeśli chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami na temat tego posta lub całego bloga, nie wahaj się :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.