Facebook

O tym jak po raz drugi w tym roku spędzałem Wielkanoc.

Początki tegorocznego pobytu na Krecie były dość ciekawe. Najpierw kilkudniowe szkolenie, na którym poznałem dużo fajnych ludzi z firmy. Potem powrót już na swoją destynację i rozpoczęcie przygotowań do sezonu. W międzyczasie odwiedziła mnie koleżanka, której nie widziałem chyba... od czasów liceum i razem trochę pojeździliśmy po wyspie. Praca jednak szła jeszcze trudniej i mozolniej niż to jest tutaj w zwyczaju. Grecy żyli nadchodzącymi wydarzeniami. Nie liczyło się nic innego, jak to, że już niedługo, na przełomie kwietnia i maja, będą celebrować swoje najważniejsze święto. Wielkanoc.


O tym, jak Kreteńczycy potrafią się bawić i jak ważne są dla nich uroczystości kościelne, pisałem już w tym poście o Panagiriach. Jednak to, jak żyją Paschą i Świętami Wielkanocnymi, przerosło moje oczekiwania. Mimo, że do okresu ścisłego postu nie przywiązywali chyba takiej wagi (tawerny zawsze i tak wieczorami były zapełnione), to już sama tradycja obchodzenia zmartwychwstania podtrzymywana jest z wielką pompą.

Lubię obserwować, jak inni pielęgnują swoje nawet najdziwniejsze tradycje. Jak chociażby w Portugalii, gdy pierwszoroczni studenci musieli taplać się w błocie i ze spokojem znosili "znęcających się" nad nimi starszymi kolegami podczas oficjalnych koceń, trwających nawet i miesiąc. Na Krecie również mają czasem dziwne tradycje. Niewątpliwie jedną z nich można zaobserwować podczas Święta Paschy. Grecy w większości są prawosławni i deklarują się jako wierzący. Dlatego, gdy przychodzi czas ich najważniejszego święta, podtrzymują tradycję, którą zapoczątkowali Ojcowie Kościoła Chrześcijańskiego, dodając kilka wątków charakterystycznych dla samych Kreteńczyków. 

I tak na przykład w Wielką Sobotę uroczyście wszyscy uczestniczą we mszy w kościołach. W niektórych zbiera się więcej osób, w niektórych mniej. Ale jest kilka kościołów na Krecie, które przyciągają najprawdziwsze tłumy. Jednym z nich jest kościół Św. Mikołaja w Soudzie. Tam nabożeństwo jest odprawiane z najprawdziwszym rozmachem. Zaczyna się przed 24 i ogromne tłumy chcą wejść do małej świątyni, by po odpowiednich modłach kapłana odpalić swoją świeczkę od poświęconego przez niego ognia. Tak, wszyscy mają świece. Bez wyjątku. Są nawet najróżniejsze wzory na tych świecach. Chciałem nabyć z Darthem Vaderem albo z którymś z Żółwi Ninja (zdecydowanie bardziej by mi pasowała), ale ostatecznie wybrałem najtańszą świeczkę (to takie polskie...). Swoją drogą niezły biznes się robi z tego przed świętami. Wierzy się, że jak się doniesie ogień do swojego domu, to będzie się miało szczęście cały rok. Ogień przekazywany jest ze świecy na świecę. I po chwili każdy stoi z zapaloną świeczką, modli się i obserwuje, jak w niebo wystrzeliwują fajerwerki. Niektórzy wypuszczają w niebo lampiony wraz z życzeniami, z nadzieją, że się spełnią. 

Przed samymi świętami młodzi ludzie ze wsi, wraz z najmłodszymi dzieciakami, zbierają suche gałęzie, by ustawić ogromny stos. Następnie nad tym stosem wieszają... kukłę Judasza (na innych wyspach zastępuje go czasem Barabasz). Przez te wszystkie dni pilnują również owego stosu, by młodzieńcy z innych miejscowości go nie podpalili wcześniej. Niby tradycja jak na te czasy dość, mogłoby się wydawać, prymitywna, ale to jest właśnie niesamowite, że w czasach takiej techniki i rozwoju, pielęgnuje się tak ciekawe zachowania. Po północy zapala się stos i wszyscy obserwują, jak powoli Judasz płonie. W Soudzie kukła wyglądała niesamowicie realnie i gdy spłonęły jej ubrania, pojawił się szkielet, przypominający ludzki, co spotęgowało grozę tego wydarzenia. Często stosy mają po kilka metrów wysokości i żar, gdy płoną, jest niesamowicie gorący. Mieszkańcy bliższych domostw musieli polewać okna wodą, by się nie stopiły i popękały. 

Po skończonym obrządku wszyscy udają się do swych rodzin z życzeniami i palącymi się świeczkami. Następnie "uderzają na miasto", by się wspólnie bawić w klubach, barach, dyskotekach i na ulicy. Kreta tej nocy nie śpi.
Następnego dnia całymi rodzinami grillują, spędzają wspólnie czas. Na stołach pojawia się masa mięsa przyrządzonego najczęściej na ruszcie. Nieodzowną potrawą jest pieczony, jednoroczny baran. Niestety w tych uroczystościach nie było mi już dane uczestniczyć, gdyż ja w przeciwieństwie, do Greków, czasu wolnego nie miałem. Turystyka rządzi się jednak swoimi prawami. 

Nie mniej jednak, by przybliżyć Wam trochę, jak to wszystko wygląda, uwieczniłem to na kamerze. Film możecie zobaczyć poniżej. Jest to jednocześnie pierwszy film z serii vlogów z Krety, które będą pojawiać się od czasu do czasu na moim kanale. Chcę przybliżyć mojej rodzinie i przyjaciołom troszeczkę życia na Krecie, które mimo wszystko wygląda inaczej niż w miejscach, gdzie bywają na co dzień. Vlogi będę prowadził po angielsku (pojawiać się będą polskie napisy), gdyż chcę, by trafiły również do moich zagranicznych przyjaciół. Nazwa "Rotten Cretan Vlog", gdyż vlogger ze mnie równie kiepski, co blogger :D

Tak więc zapraszam, do obejrzenia filmu, by poczuć ciepło kreteńskiej Wielkanocy :)


O tym jak po raz drugi w tym roku spędzałem Wielkanoc. O tym jak po raz drugi w tym roku spędzałem Wielkanoc. Reviewed by Michał Cizio on 13:00 Rating: 5

Brak komentarzy:

Dzięki bardzo za poświęcenie czasu i energii na dotarcie aż tutaj :) Jeśli chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami na temat tego posta lub całego bloga, nie wahaj się :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.