Facebook

Toledo skąpane we mgle

Toledo to miasto położone w zakolu Rzeki Tag około 70 km na południe od Madrytu. Prawdziwa perełka dla miłośników architektury, nazywana również „Miastem Trzech Kultur”, gdyż na jej wygląd wpływ mieli chrześcijanie, muzułmanie i Żydzi. Trzeba tu spędzić minimum dzień, by móc spokojnie spacerować po jego wąskich uliczkach. A najlepiej zostać na noc, by poczuć fantastyczny klimat panujący w jego starej części po zmroku. Niestety my tak nie uczyniliśmy i mieliśmy jedynie trzy godziny na szybkie zwiedzanie, a i tak jedną trzecią tego czasu spędziliśmy na obiedzie...




Zanim zaczniesz czytać ten post, zajrzyj na blog Darka Sekuli, który opisał legendy miejskie Toledo (sekulada.com). Przeczytałem je przed wyjazdem do Hiszpanii i jeszcze bardziej dzięki nim zapragnąłem zwiedzić to miejsce. 

Jak dostać się do Toledo?

Do Miasta Trzech Kultur dostaniemy się z Madrytu, dokładnie z dworca Atocha (1 linia metra, stacje Atocha Renfe). Pociągi jeżdżą dość często (mniej więcej co godzinę), ale najlepiej kupić bilet z wyprzedzeniem, gdyż na stacji może być za późno, jeśli chcemy kupić na najbliższy pociąg. Przekonaliśmy się o tym, gdy chcieliśmy jechać pociągiem jakoś po dziesiątej rano, ale gdy zjawiliśmy się na dworcu, to najbliższe wolne miejsce w pociągu było na ten godzinę później. Przejażdżka trwa zaledwie 25 minut, a koszt biletu w dwie strony to 13€. Kupicie go też na tej stronie: https://venta.renfe.com.

Jest również możliwość dojazdu autobusem. ALSA obsługuje przejazdy autokarowe z Plaza Eliptica (6 i 11 linie metra), które są tańsze (można się zmieścić w 10€ za dwie strony), ale przejazd trwa około 50 minut. Również jeżdżą często i też warto zakupić bilety z wyprzedzeniem. 

My mimo wszystko wybraliśmy opcję pociągu, bo miał być szybszy (nie przewidzieliśmy braku miejsc na najbliższy przejazd), a na czasie nam zależało, gdyż mieliśmy jeszcze tego samego dnia powrót do Polski. Poza tym do Atochy mieliśmy znacznie bliżej z naszego „apartamentu” niż do Plaza Eliptica.

Dojście do starej części miasta

Po przyjeździe na miejsce przywitała nas... gęsta mgła. Normalnie mleko. Wysiedliśmy na przepięknym dworcu kolejowym, otwartym na początku XX wieku. Swoją architekturą ma nawiązywać do innych budowli w starej części miasta. Przed dworcem uświadomiliśmy sobie, że widoczność jest bardzo ograniczona, może ze 100 metrów. Więc szybkie spojrzenie na mapę i kierujemy się w prawą stronę, a następnie prosto. Trzeba przejść przez Tag i za nią powinna pokazać się zabytkowa część miasta.

Dworzec w Toledo
Po przejściu mostu nad rzeką wcale nie pojawiły się przed nami piękne, stare zabudowania. Mgła wciąż pokrywała ulice miasta i ciężko było dostrzec cokolwiek. Wiem, że miasto położone jest na wzgórzach, więc kierujemy się schodkami do góry. Wchodzimy w jakiś zaułek, podwórko i natrafiamy na ślepą uliczkę. Zmieniamy trasę i drepczemy chodnikiem wciąż pod górę. Po prawej stronie widzimy dachy budynków, położonych niżej, które giną gdzieś we mgle. Nadaje ona temu miejscu niesamowitego klimatu. Aura tajemniczości otacza nas dookoła. Nie wiemy, co nas czeka, ale wydaje się nam, że będzie to coś niesamowitego.
Dachy Toledo... aż chciałoby się po nich poskakać...

Mgła gęsta, ale deszcz nie padał, jak przyjechaliśmy na miejsce

Powoli miasto pojawia się przed nami...

... i mury coraz bardziej wyraźne.

Docieramy do jednej z bram miejskich, która stylem bardziej przypomina te w krajach arabskich i wchodzimy do zabytkowej części miasta. Spacerujemy wąskimi uliczkami i podziwiamy wyrastające coraz to nowe budynki. Miasto jest magiczne. Nie mamy dużo czasu. Maksymalnie ze trzy godziny, a w planie jest jeszcze zjedzenie obiadu. Chcemy to zrobić, jak najszybciej, by nie spacerować z pustym żołądkiem, ale też po to, by jak najwięcej czasu potem przeznaczyć na pogubienie się w zakątkach starego miasta.

Jedna z bram miejskich

Obiad i dalsze zwiedzanie

Zaglądając do różnych zakamarków, natrafiamy na jakąś małą, lokalną restauracyjkę, gdzie przyciąga nas atrakcyjna cena serwowanych posiłków. Z tego, co pamiętam, za menu dnia, składające się z dwóch dań na głowę i oczywiście butelki wina do tego, cena wynosi 6€. Łba za tę kwotę uciąć sobie nie dam, bo podczas tego wyjazdu nie robiłem notatek, a pamięć moja jest zawodna, ale tak mi coś świta, że tyle kosztowało. W każdym razie nie było drogo, a trzeba było szybko coś zjeść. Jako jedno z dań wybrałem przepiórkę po toledańsku i mogę polecić. Całkiem dobre, drobiowe mięsko w niezłym sosie serwowane z frytkami. Jak to bywa w Hiszpanii, tu się szybko nie spożywa posiłków. Więc na obiad przeznaczyliśmy prawie godzinę. W końcu osuszenie butelki czerwonego wina też nie może trwać za szybko ;)

Wino, moja przepiórka, kalamari Magdy, aaa no i ja.

Za bramą, po lewej jest restauracyjka, w której jedliśmy.

Nasyceni opuściliśmy knajpkę i udaliśmy się w kolejne zakamarki miasta. Wyznaczyliśmy sobie główne zabytki, do których musimy dojść. Przydatna w tym miejscu jest aplikacja maps.me, która bardzo dokładnie pokazywała każdą uliczkę, dzięki czemu bez problemów dotarliśmy do najważniejszych punktów. Nie wchodziliśmy do wnętrz zabytków, gdyż najzwyczajniej w świecie nie mieliśmy na to czasu.
Mury Alkazar

Katedra Najświętszej Marii Panny
Meczet
Trzeba pamiętać, że Toledo, to również miasto marcepanu. Właśnie z tego wyrobu słynie dawna stolica Królestwa Kastylii. Sam za marcepanem nie przepadam, wręcz go nie trawię. Jest jednak wiele osób, które go uwielbiają i jak najbardziej powinny odwiedzić tutejsze sklepiki, gdzie można zakupić tradycyjne wyroby marcepanowe. Spróbowałem i niektóre zupełnie inaczej smakują niż znane mi czekoladki marcepanowe, ale wciąż nie przypadły mi do gustu.

Im bliżej nam było do powrotu do Madrytu i wylotu do Polski, to pogoda się poprawiała. Widoczność była coraz większa. Kiedy już zmierzaliśmy z powrotem w stronę dworca kolejowego, mgła całkowicie zniknęła, pojawiło się bezchmurne niebo, a słońce ogrzewało nas swoimi promieniami i ukazało piękno tego miasta. Zgodnie z mottem, że „Prawdziwy turysta nigdy nie chodzi dwa razy tą samą drogą”, wracaliśmy inną trasą, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć dawne Toletum troszkę z innej strony. W blasku słońca prezentuje się ono zupełnie inaczej, ale i równie niesamowicie. 

Mgła powoli już znika...

Most nad Tagiem

Magiczny Tag

W blasku dnia miasto ma zupełnie inne kolory...

Wieża zegarowa na dworcu, nawiązuje do zabudowy starego miasta

Żałuję, że mieliśmy tu tak mało czasu. Wąskie labirynty starego miasta, swoim rozkładem przypominające Mediny w arabskich miastach, skłaniały do tego, by się w nich pogubić. I na pewno tak jeszcze kiedyś zrobię. Przyjadę tu na dłużej. Miasto swoim klimatem i architekturą przyciąga. Dodatkowo właśnie chciałbym je zobaczyć wieczorową porą, kiedy skąpane jest w blasku ulicznych latarni. Można wtedy porobić przepiękne zdjęcia. Zresztą, jeśli ktoś szuka miejsca na sesje ślubne, to i Toledo naprawdę się do tego nadaje. 

Jedna z szerszych ulic Toledo 
Michał w akcji...



Klimatyczna uliczka, przypominająca te na Alfamie w Lizbonie

Te uliczki muszą pięknie wyglądać w nocy...



Warto zwracać uwagę na detale architektoniczne 




Na pewno wrócę tu też poza sezonem, gdyż wyobrażam sobie, jakie tłumy muszą tędy przedzierać się w miesiącach letnich. Znam to chociażby z Chanii, która zupełnie inaczej wygląda lipcu czy sierpniu niż w miesiącach chłodniejszych. Jak wędrowaliśmy na początku stycznia, to co chwilę wpadaliśmy na grupę Azjatów, którzy blokowali uliczki i musieliśmy ich omijać w jakiś sposób. Nawet udało im się zepsuć nasze selfie pod katedrą...

Tłumy na głównych ulicach i pięknie wyłaniająca się wieża katedry

Selfie z Azjatami...
Jedna rzecz tylko nie podobała mi się w centrum Toledo. A mianowicie ruch samochodowy. Wg mnie w takich miejscach powinien on być zakazany, a tymczasem co chwilę przez te nieco szersze ulice przejeżdżały auta. Rozumiem, że wiele z tych pojazdów należało do mieszkańców miasta, którzy potrzebowali się dostać do swoich domostw w jego centrum, ale mimo wszystko trochę psuły jego obraz. 

Jakże ładniej byłoby bez tych samochodów...
Żeby nie kończyć pesymistycznie, to na zakończenie jeszcze raz napiszę, że polecam odwiedzenie Toledo. Warto tu przyjechać, jeśli planujecie pobyt w Madrycie. Nie tylko na jeden dzień, ale również można tu zostać na noc. W zakamarkach tego pięknego miejsca po prostu trzeba się zgubić :)




Toledo skąpane we mgle Toledo skąpane we mgle Reviewed by Michał Cizio on 16:05 Rating: 5

Brak komentarzy:

Dzięki bardzo za poświęcenie czasu i energii na dotarcie aż tutaj :) Jeśli chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami na temat tego posta lub całego bloga, nie wahaj się :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.