Facebook

Kanion Sumidero

Wstajemy dość wcześnie, pakujemy bety i idziemy na śniadanie do hostelowej kuchni. Ja jednak nie jestem w stanie jeść jeszcze. Wieczorem zrobiliśmy sobie posiedzenie z naszymi meksykańskimi przyjaciółmi - Tequilią i Mezcalem, po którym tego ranka nie czułem się najlepiej, więc wypiłem tylko herbatę. Magda pałaszowała aż miło. Na dworze lał deszcz. A my mieliśmy tego dnia zobaczyć największą atrakcję turystyczną stanu Chiapas - Kanion Sumidero. Wygląda na to, że trzeba będzie płynąć rzeką w deszczu i na dodatek niezbyt pracującym żołądkiem. Super...



Wycieczkę wykupiliśmy dzień wcześniej w naszym hostelu w San Cristobal de las Casas. Zawierała transport do Kanionu, dwugodzinny spływ rzeką wraz oczywiście ze wstępem do Parku Narodowego, godzinne zwiedzanie miasta Chiapa de Corzo i drogę powrotną do hotelu. To wszystko w cenie 300 pesos od osoby (jak chcesz cenę mniej więcej w złotówkach, to podziel przez cztery :D ). Da się zrobić taniej? Da się. Wystarczy, że zatrzymasz się w miasteczku Chiapa de Corzo i tam sam wykupisz wejście do parku wraz z wynajęciem łódki. Musi uzbierać się pewna liczba osób, by łódka była opłacalna. Możesz dołączyć też zawsze do jakiejś zorganizowanej grupki, jeśli jest miejsce. My zdecydowaliśmy się jednak na tę opcje, gdyż dzień wcześniej wylądowaliśmy w San Cristobal po całonocnej jeździe z wybrzeża Pacyfiku, a stamtąd jest około godziny jazdy w stronę, z której przybyliśmy, więc ta zorganizowana wycieczka, mimo że znacznie droższa, wydała nam się odpowiednia. Zresztą wszystko dzięki temu mieliśmy ładnie podane na tacy i nie musieliśmy się o nic martwić. 

Kierowca przyjechał po nas punktualnie. Przeskakując pomiędzy kroplami deszczu udaliśmy się do busika. Po drodze zabraliśmy jeszcze kilka osób i 11-osobową gromadką udaliśmy się do Chiapa de Corzo. Podróż minęła mi szybko, bo zasnąłem. Na miejscu okazało się, że już nie pada i jest baaardzo gorąco, ale ciężkie chmury spowijały niebo. Spakowałem bluzę do plecaka i zostawiłem go wewnątrz samochodu. Czekając na przydzielenie łódki wypsikaliśmy się sprayem na komary, pożyczonym od osób, które miały z nami płynąć. Ponoć te małe owady miały strasznie ciąć nas po drodze, a my swój środek, który temu miał zapobiegać, pozostawiliśmy w hostelu. Mieliśmy prosty plan. Usiąść na samym początku łódki, by wszystko pięknie widzieć. Udało się. Gdy podpłynęła łódź, wskoczyłem szybko na pokład i zająłem miejsca z przodu. Gdy wszyscy już siedzieliśmy na swoich krzesełkach, okazało się, że jednak tą łódką nie popłyniemy i musimy się przenieść do innej, mniejszej. Na szczęście w tej również udało się zająć miejsca z przodu, zostawiając dwa początkowe wolnymi, wg wskazań sterującego łodzią Pana. Gdy wyruszyliśmy na miejscu przed nami usiadł jednak Berna - Hiszpan, który dostał pozwolenie na przeniesienie się z ostatniego siedzenia na to przednie... Nie skomentuję tego :D

Berna się nawet na selfie załapał ;)
Kanion Sumidero powstał na wskutek ruchów tektonicznych w plejstocenie, około 30 mln lat temu. Jego dnem płynie rzeka Grijalva, której źródła znajdują się w górach Sierra Madre, a ujście w Zatoce Meksykańskiej. Jej nazwa pochodzi od hiszpańskiego konkwistadora Juana de Grijalva, który ową rzekę odkrył. Obecnie teren kanionu chroniony jest dzięki utworzonemu w 1980 roku Parku Narodowemu Kanionu Sumidero. Podobno można dojechać do niektórych punktów parku busikiem z wynajętym przewodnikiem, ale największą atrakcję jest spływ rzeką. Można wtedy podziwiać bogactwo flory, fauny, ale przede wszystkim wysokie na ponad 1000 metrów skały, pomiędzy którymi się przepływa.

Pierwszy etap spływu i mosty (nowy i stary) przerzucone nad rzeką.






Płynąc łódką czułem się troszkę, jak w "Czasie Apokalipsy". Zwłaszcza podczas początkowej części trasy, kiedy teren jeszcze był dość płaski, a brzegi rzeki pokryte były gęstą dżunglą. Podziwiać można było tutaj dużą ilość różnego rodzaju ptactwa, w tym liczną grupę padlinożerców. Inną atrakcją tej części spływu są wygrzewające się w słońcu krokodyle, no ale jak napisałem wcześniej, słońca tego dnia nie było za dużo. 

Jakaś czapla chyba :P

Padlinożercy





Podróż rzeką robi się ciekawsza po kilkudziesięciu minutach, kiedy płaskie brzegi rzeki zamieniają się na ogromne skały. Wtedy krajobrazy zapierają dech w piersi. Przestajesz sobie wyobrażać, że jesteś w wojennym filmie z Martinem Sheenem w roli głównej, a przenosisz się do Śródziemia i momentu, kiedy Drużyna Pierścienia płynie rzeką. Aż w pewnym momencie zacząłem szukać ogromnych posągów królów, które miałyby być Wrotami Argonath.

Wrota Argonath
kadr z filmu Władca Pierścieni. Drużyna Pierścienia.

Sterujący łódką Meksykanin, co jakiś czas zatrzymuje ją w celu opowiedzenia jakichś historii na temat jakiegoś miejsca, zwierząt, które można dostrzec lub po prostu byśmy mogli cyknąć fajne fotki. I tak dowiadujemy się między innymi tego, że gdy na te tereny przybyli Hiszpanie, to opór przed nimi stawili ówcześni mieszkańcy stanu Chiapas - Indianie z plemienia Chiapa (jedna z gałęzi Majów). Mężczyźni walczyli z najeźdźcami, natomiast kobiety i dzieci często popełniały samobójstwa skacząc z tych wysokich skał prosto do rwącej rzeki. Przez to rodowici mieszkańcy tej części Meksyku praktycznie zostali unicestwieni (lub sami się unicestwili). W każdym razie podobno jakiś zły duch opanował tereny owego parku i także wiele lat później takie samobójstwa wciąż się tutaj zdarzały. 
Najwyższa skała, mająca wysokość ponad 1200 metrów.

Wrota Kanionu

Kanion Sumidero




W wysokich skałach jest wiele jaskiń i grot, a w jednej z nich nawet jest miejsce na modlitwę i figurkę Matki Boskiej
Innym ciekawym przystankiem podczas rejsu jest wodospad, gdzie porośnięte mchem skały przybrały formę choinki. I tak tez jest ten wodospad nazwany - Christmas Tree Waterfall. Grudzień, to już jest pora sucha w Meksyku, natomiast we wcześniejszych miesiącach znacznie więcej wody spływa owym wodospadem. Tak czy siak zrobił on i tak ogromne wrażenie. 
Wodospad Choinka





Ostatnim punktem podczas wycieczki łódką jest tama na rzece. Ma ona wysokość 261 metrów i jest jedną z najwyższych na świecie. Zasila w elektryczność praktycznie cały stan. Ale najlepsze jest to, że gdy się tu dopłynie to na małych łódkach czekają handlarze, którzy oferują różnego rodzaju przysmaki lokalne i nie tylko (np. piwo w puszce). Łódki przybijają do nich, turyści robią zakupy i po chwili wracają tą samą drogą. Akurat, jak tutaj dopłynęliśmy, to zaczęło padać, więc nie wyciągałem aparatu, by nie zamókł. 

ujście kanionu



Zapora i pomnik specjalistów pracujących przy jej budowie

W drodze powrotnej udało się zrobić jeszcze jeden postój. Okazało się bowiem, że nasz przewodnik dojrzał wylegującego się na brzegu rzeki krokodyla. Więc podpłynęliśmy, by zrobić szwagrowi kilka fotek. On nawet nie zwracał na nas uwagi i nie ruszył się nawet o centymetr. Magdzie prawie nawet udało się wkręcić jednego Francuza, że ten krokodyl był sztuczny.
Jest i Szwagier! 

Gdy kiedyś będziesz w Meksyku, w stanie Chiapas, to koniecznie trzeba odwiedzić to miejsce. Zdjęcia nie oddają klimatu, jaki tu panuje. A może i trafisz na ciut lepsza pogodę niż my. Choć nie powiem, gdy część skał niknęła w chmurach, to robiło też ogromne wrażenie ;)

I takie chatki można po drodze zobaczyć




P.S. Wycieczka wcale nie była dla mnie i mojego żołądka męcząca. Czułem się naprawdę dobrze i kac szybko minął. A w drodze powrotnej podziwialiśmy naprawdę piękne widoki zza okien naszego busa. Jeszcze tego samego dnia wylądowaliśmy w Palenque, ale to już zupełnie inna historia :)
Kanion Sumidero Kanion Sumidero Reviewed by Michał Cizio on 02:31 Rating: 5

Brak komentarzy:

Dzięki bardzo za poświęcenie czasu i energii na dotarcie aż tutaj :) Jeśli chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami na temat tego posta lub całego bloga, nie wahaj się :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.